To było (marzec 2026) nasze pierwsze spotkanie z Portugalią. Dlatego przygotowaliśmy sobie czterodniowy plan na miarę naszych możliwości. Udało nam się go zrealizować w ponad 100%. W tym wpisie staramy się zawrzeć krótki przewodnik „Porto na spokojnie” i podzielić się z wami naszymi informacjami i wrażeniami.
Porto bez barier i pośpiechu. Jak zwiedzić miasto mostów i górek
W każdej naszej podróży najważniejszy jest plan, który ułatwiało nam miejsce, w którym nocowaliśmy przy R. das Flores. To popularny deptak w samym centrum turystycznej części Porto, przy stacji metra Sao Bento.
Nasz plan działania był taki:
Dzień pierwszy – najbliższa okolica w centrum Porto
Godzina przylotu była przyzwoita a dojazd z lotniska do miasta bardzo łatwy. Mieliśmy wiec jeszcze kawałek popołudnia na zwiedzanie.
Skoro mieszkaliśmy przy stacji Sao Bento, to ją zobaczyliśmy jako pierwszą. I to było też nasze pierwsze spotkanie z azulejos, zdecydowanie symbol tego miasta. Zobaczyliśmy je także na kościele św. Ildefonsa, do którego nie jest daleko i poszliśmy tam spacerkiem (pod górkę).


Dzień drugi – spacer nad rzekę Douro (Duero)
Najpierw widoki na miasto z placu przy Katedrze Se. Potem zwiedzanie kościoła, muzeum i niesamowitych krużganków (4€). To znów spotkanie z azulejos i to w ogromnym wymiarze.
Dalej idziemy na most Ludwika I. To niesamowita, darmowa i bezpieczna atrakcja dla miłośników niezwykłych widoków, architektury, inżynierii i spektakularnych zdjęć. Po przejściu na drugą stronę, na dół zjeżdżamy wagonikiem kolejki Teleférico de Gaia (7€).
Spacer nabrzeżem, odwiedzamy Half Rabbit, przedziwny „sklep” Pastel de Bacalhau, kupujemy jadalne kasztany od starszej pani na ulicy. I idziemy na most, by tym razem dolną częścią przejść na drugą stronę, do historycznej dzielnicy Ribeira.
Uwaga: Ceny po obu stronach rzeki różnią się. Po stronie Ribeira ceny są wyższe. W restauracji, za rejs statkiem, a nawet za kasztany na ulicy zapłacicie więcej.



Po tej stronie życie turystyczne jest troszkę bogatsze. Dużo restauracji, punktów gastronomicznych, artystów ulicznych. No i przede wszystkim niezwykłe domy wzdłuż rzeki.
Korzystamy ze słońca i spacerujemy kawałek, by wyjść w kierunku miasta w okolicach przystanku turystycznego tramwaju i wejść do ociekającego złotem kościoła św. Franciszka (11€). Nawet jeżeli nie lubicie zwiedzać obiektów sakralnych, ten zobaczcie koniecznie.
Dzień trzeci – jedziemy nad ocean
Przystanek autobusu nr 500 mamy za rogiem. To on zawiezie nas na plaże w Porto. Szczegółowo na temat komunikacji przeczytacie w naszym wpisie – komunikacja miejska w Porto.
Widzieliśmy już Atlantyk, kiedy byliśmy na Teneryfie, ale słowo ocean zawsze budzi emocje.
Marzec to nawet tutaj nie jest moment na plażowanie, ale mamy dużo szczęścia i jest ładna pogoda. Możemy wypić kawę w restauracji na plaży, a gastronomii tu nie brakuje, nawet o tej porze roku.
Kultowym wręcz miejscem jest Pérgola da Nevogilde, dla wielu obowiązkowe miejsce na fotki na Instagrama.


Wracamy w stronę miasta, bo w planach jeszcze Ogród Pałacu Kryształowego (wstęp darmowy). Wsiadamy znów w autobus linii 500.
Uwaga: Jeżeli jesteście mniej sprawni, to do ogrodu starajcie się dotrzeć od strony bramy głównej tj. od ulicy Manuela II (np. autobus linii 201 albo 207). Od strony rzeki czeka was wspinaczka bardzo stromymi i krętymi uliczkami.
Ogród to taki ładnie zagospodarowany „botanik”, w którym było już widać pierwsze oznaki wiosny. Kwitły tulipany, magnolie i różaneczniki a między tym wszystkim spacerowały pawie. Taki spokojny moment na koniec miłego dnia.
Dzień czwarty – zwiedzanie w deszczu
Nie sposób w Porto zobaczyć wszystko, dlatego nasz przewodnik ogranicza się przede wszystkim do tych miejsc, które sami sobie wyznaczyliśmy i zobaczyliśmy. A na ostatni dzień zwiedzania zostało ich jeszcze kilka.
Na początek Mercado do Bolhão – historyczna hala targowa, która działa do dziś. Tuż za nią Kaplica Dusz (Capela das Almas de Santa Catarina) – azulejos w środku i na elewacji w wersji maksi (wstęp darmowy).



Potem dłuższy spacer do miejsca, które w wielu przewodnikach po Porto jest na pierwszym miejscu – Księgarnia Lello (Livraria Lello) nazywana czasem księgarnią Harry’ego Pottera (12€). Przyznajemy, że miejsce inne, tajemnicze i ciekawe, ale tłumy turystów w ciasnej przestrzeni.
Obok znów kościół obłożony płytkami. Właściwie dwa kościoły (Karmelitów i Karmelitanek) przedzielone najwęższym domem w Portugalii.


Zaczyna padać deszcz. Na szczęście nasza lista ma już tylko jeden punkt – Kościół Kleryków z wieżą Kleryków (wejście do kościoła darmowe, na wieżę 10€). To miejsce widać prawie z każdego punktu w turystycznej części Porto. Po obejrzeniu tylu niezwykłych zabytków wnętrze robi umiarkowane wrażenie. Lepszy jest widok z wieży, ale to atrakcja tylko dla sprawnych.
Wracamy do pokoju. Trzeba się zorganizować. Rano wylatujemy do Polski. Dobrze, że pada.
Czego nie zobaczyliśmy w Porto
Budując przewodnik po Porto, nie mogliśmy uwzględniać tylko tych miejsc, które zobaczyliśmy. Inni wspominają jeszcze o takich atrakcjach jak:
- stadion FC Porto – to atrakcja przede wszystkim dla miłośników piłki nożnej a my nimi nie jesteśmy – zwidzanie stadionu i muzeum 25€ (store.fcporto.pt/en/)
- Palácio da Bolsa – Pałac Giełdy wstęp 14€ (palaciodabolsa.com/turismo)
- rejs po rzece Doumo – bardzo wiele łodzi wozi turystów po rzece. Najpopularniejsze kursy 18-20 €
- zwiedzanie winnic
- wieczór fado z degustacją wina

Nasze opracowanie o komunikacji miejskiej w Porto
Jedzenie w Porto
Kuchnia Portugalska jest całkowicie inna od naszej. Nie szukajcie tutaj pierogów, schabowego czy bigosu. Królują tutaj całkiem inne dania, a co ciekawe są takie, które są charakterystyczne właśnie dla tego konkretnego rejonu. Nasz osobisty przewodnik po Porto nie może nic o tym nie wspomnieć.
Fancesinha – królowa kanapek
W każdym opracowaniu o Porto znajdziecie informacje, że to absolutnie najważniejsze danie regionu. Dla wielu osób, zjedzenie „francuzeczki” może okazać się sporym wyzwaniem. To spora, wielowarstwowa kanapka. Składają się na nią oprócz pieczywa, plaster mięsa, duża ilość sera, jajko (w tym przypadku, bo przepisy są różne) i kiełbasa. To wszystko zatopione w dużej ilości sosu pomidorowego, podawane z frytkami.
Spróbowaliśmy, zjedliśmy, ale tylko raz. Wystarczy. Taka wypasiona wersja kosztuje 13.50€.

Pastéis de Nata – nasz wybór na królową
To ciastko to coś, co naszym zdaniem jest kulinarnym symbolem Porto. Kupicie ją na każdym rogu, w każdej kawiarni i cukierni. I nie raczej nie możecie się rozczarować. Nam bardzo smakowała… kilka razy.

Pastéis de nata (liczba pojedyncza: pastel de nata) to najsłynniejszy deser w całej Portugalii.
To koszyczek z ciasta francuskiego, którego środek wypełniony jest aksamitnym kremem jajecznym na bazie mleka, cukru i żółtek. Z wierzchu babeczki skarmelizowany cukier.
W Porto jest kilka cukierni (Fábrica da Nata), gdzie przez szybę można zajrzeć na zaplecze i zobaczyć jak te babeczki powstają.
Pastel de nata (1,20-1,50€) najlepiej smakuje z kawą (1,50-2,20€).
Oprócz tego spróbujcie Tripas à Moda do Porto, czyli tradycyjnych flaczków z fasolą i mięsem. Na lżejszy posiłek idealny będzie Bacalhau (dorsz), przyrządzany tu na setki sposobów, lub rozgrzewająca zupa Caldo Verde z jarmużu i ziemniaków.
Nie jesteśmy fanami wina, ale prawdę mówiąc kieliszek lokalnego Porto, pity powoli nad rzeką Douro jest obowiązkowy.
Nasze opracowanie: ceny noclegów w Porto